Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

28 wrz 2009

Oddech przed skokiem na gleboka wode

Lunia mnie ubiegla, wiec nie musze juz pisac o tym jak bylo w Krakowie. :-)
To dosc wygodne tak imprezowac z kims, kto uwiecznia imprezy na blogu. Dzieki temu wiem gdzie, kiedy i w jakich okolicznosciach. Co przy okazji tez. Choc zal mi tego czegos strasznego, co w sumie nie okazalo sie takie straszne. Ciekawe, czy za 10 lat przypomnimy sobie o co chodzilo. :-)
A teraz - wysmiana, wyimprezowana, zadowolona... musze zrobic cos, co zepsuje mi humor. Wdech, wydech... Go!

22 maj 2009

#DKJP

Rys sytuacyjny: dosc duzy kraj w Europie srodkowo-wschodniej.
Rys literacki: Makbet, trzy wiedzmy.
Trzy wiedzmy rzucaja urok na swinie (z wylaczeniem tych dwoch, na ktore spada klatwa bezplodnosci).
Dodatkowe didaskalia:
krupnik
pigwowka
okocim
fioletowy szlafrok
orzechowa bejca
czerwone peeptoly
Nie rozumiecie? Nic to, ja tez nie ogarniam tej kuwety.
Czyli sabat.
Bialy Mis dla dziewczyny, a dziewczyn jest trzy. Towarzysza im Cyryl, Szczepan i Maurycy.
A po co to pisze?
Zebym za pare lat, gdy to przeczytam mogla sie smiac do rozpuku. I stwierdzac, ze czlowiek mlody byl i glupi. (Choc sumarycznie wiedzmy podpadaja juz pod wiek emerytalny). :-P
Chwilo trwaj. A otaguje to i tak jako Krakow, bo mimo wszystko ma wiele wspolnego. ;-)

22 kwi 2009

Krakow. Po prostu.

Ubiegla mnie Lunia. Sama siebie tez ubieglam i to dwa razy piszac o Krakowie tu. Sprawdzilam daty, najstarsza notka jest rowno sprzed roku.
Sprawdzilam archiwum mailowe, zarowno rok jak i pol roku temu uzywalam tych samych okreslen.
Pierwszy raz od miesiecy zostawilam w pracy laptopa i usiadlam do od miesiecy nie wlaczanego komputera domowego. Przegladam stare dyski, odkopuje wspomnienia, relacje, maile.
Dziewiec lat temu, w Krakowie, stalam przed teatrem Starym i czekalam na pierwsze realne spotkanie z osoba z "wirtuala". Gadalismy nonstop, jakbysmy znali sie z piaskownicy. Trzy dni pozniej w Pruszkowie czekalam na dziewczyne, ktorej nie znalam nawet ze zdjecia. Wypatrywalam czerwonego szalika. Pamietam, ze bylysmy wtedy w Smyku. Znajomosci trwaja do dzis.
To bylo dawno, dawno temu. Przebiegam mysla kolejne lata, imprezy, przebyte kilometry, wzloty i upadki. Niezmienie tesknie za Wami. Za tymi wszystkimi chwilami - impreza na cmentarzu, na tamie w Myczkowcach, wszystkimi K i ostatnia nasza zabawa na placu zabaw. I mam tylko jedno zyczenie - niewazne kiedy znowu otaguje notke "Krakow" - niech to trwa. Zawsze.

5 paź 2008

Muszę być czujna! Mój mąż przyjdzie na świat już za 10 lat. :P

A także, gdy mi będzie smutno i źle to przypomnę sobię minę Dulbeba, gdy grając w kalambury pokazałam rybę głaszcząc Lunię po twarzy. :-)
Jeśli nie wiesz o co chodzi, drogi czytelniku, to polecam stronę kampanii społecznej "Ryba wpływa na wszystko" oraz trzeci od góry filmik o rybie wpływającej na cerę.
Poza tym w telegraficznym skrócie.
Znowu byłam w Krakowie. Jak zwykle było niezwykle. Wiem, ze prawdopodobnie nie do końca podstawnie gloryfikuję to miasto, ale phi! mogę i będę to robić. Tym razem udało się dotrzeć na koncert Bożyka i z grubsza pamiętam moment wyjścia z Awarii.
Nadal się remontuję, na szczęście zmierza to ku końcowi, za tydzień czekają mnie 3 dni rozpierduchy kuchennej, a potem tylko generalne sprzątanie, kilka tygodni czekania na meble i voila! będę mogła w spokoju zająć się tak prozaicznymi czynnościami jak szukanie kinkietu, komody i ładnych ram do obrazków. W każdym razie bożonarodzeniowe ciasto mam zamiar piec już w nowej wypasionej kuchni.
Dziś się kończy mój pierwszy od dwóch miesięcy wolny weekend. Spędziłam go nadrabiając zaległości zdjęciowe (choć nadal kilka folderów czeka na przejrzenie i publikację) oraz łażąc po sklepach, tj. przepraszam galeriach handlowych. To ostatnie jest chyba ulubionym zajęciem weekendowym mieszkańców Trójmiasta; korków takich jak pod Ikeą nie widziałam od dawna. Kupiłam sobie kreację na wesele kuzyna oraz kurtkę. A właściwie to moja Mam kupiła sobie kurtkę. Do której po zmierzeniu zapałałam tak gorącą miłością, że musiałam sobie nabyć identyczną. Nic nie poradzę, że moja rodzicielka jest dla mnie wzorcem jeśli chodzi o styl. (Co powoduje sporo śmiesznych sytuacji, kiedy np umawiamy się na kawę i obie nosimy mega rzucające się w oczy, identyczne srebrne korale. :-) )
To o czym by tu jeszcze na fali mojego nagłego gadulstwa...
A może o tym, że dziś szłam z Tatą do pralni (a jakże, zlokalizowanej w centrum handlowym) i idąc pośród sklepów nuciliśmy Die Fahne hoch oraz Lili Marlene, bo akurat mieliśmy fazę na niemieckie pieśni wojenne.
A za 5 tygodni urlop. To pewnie jakoś za 7 tygodni się odezwę, by podzielić się wrażeniami. :-)

21 kwi 2008

Kraków, dawna stolica Polaków

Tydzień po Czestnovie zawitałam do Krakowa. Tak się składa, że mamy z Czestnovą podobne wspomnienia z czasów licealnych, chociaż mnie bardziej zapadły w pamięć spacery po ogrodzie botanicznym, nagrzane kamienne płyty Rynku, na których przesiadywałyśmy po zmroku oraz chłód kościołów, freski i Gandalf na witrażu. :-)
Dorosłe wspomnienia z Krakowem już bardziej związane są z ludźmi, a nie zabytkami, zwiedzaniem czy innymi atrakcjami. Różne miejsca, migawki chwil - pozowanie z miotłą w parczku wokół Starówki, długie nocne rozmowy w knajpie, gdzie kelnerka podała nam zapałki na spodeczku, impreza na której towarzyszył nam balonik i czapka z dzwoneczkami.
A najświeższe wspomnienia? Mniej już szaleństw, przebierańców i czasu. Dużo więcej wódki, dobrego jedzenia i spokoju. Poruszanie się utartymi szlakami.
W czwartek o 18 rozpoczęłam w pracy pertraktacje urlopowe. Marzyło mi się piątkowe popołudnie spędzone na włóczeniu się z aparatem po Krakowie. W pewnej książce o niezbyt dobrej reputacji i niskich lotach było o tym, że jak bardzo czegoś pragniesz to cały świat sprzyja Twoim pragnieniom. W osobie mojego szefa świat mi zaczął sprzyjać już po godzinie negocjacji. Inna sprawa, że miałam dobre argumenty. :-) Po 20 wyszłam z pracy, kupiłam bilet, spakowałam plecak i z uśmiechem od ucha do ucha, po 13 godzinach w pociągu wysiadłam w mieście, gdzie akurat tego dnia była wiosna i nie padało. A potem zdjęcia, jedzenie, picie, jedzenie, picie, jedzenie i trzeba było wracać. Lecz zanim to nastąpiło, zniknął gdzieś towarzyszący mi od dwóch tygodni ból głowy, grymas stał się uśmiechem. Wyrwałam się z błędnego koła praca-sen, przez trzy dni nie słyszałam niczyjego marudzenia, ze swoim na czele, za to dużo rozmawiałam i śmiałam się.
Tylko tyle, a zamiast pointy, bo tej nie będzie, myślę o tym, że kiedyś znowu tam pojadę zaczerpnąć oddechu i może wtedy zrobię lepsze zdjęcia. Bo póki co zupełnie nie mam pomysłu jak sfotografować Kraków.