Do białości wpienia mnie ostatnio rozkładanie rąk i "nie da się". I marudzenie. Bo przecież tylko tych najważniejszych rzeczy się nie da. Nie da się cudownie uzdrowić chorego na raka. Nie da się wymusić przyjaźni, milości, zaufania. Nie da się magicznie w ciągu tygodnia nadrobić wieloletnich zaniedbań. Ale do cholery, zorganizować rzeczy w sposób znośny się da. Wykonać telefon. Poradzić. Sprawdzić. Uśmiechnąć się. Poczekać parę minut. Dodać w bazie jedno pole na dodatkowe notatki. |
3 lis 2008
Trzeba sobie radzić, powiedział baca zawiązując buta glistą
by
Meg
at
23:34
2
comments
Labels: bla-bla-bla, remont, women's world
5 paź 2008
Muszę być czujna! Mój mąż przyjdzie na świat już za 10 lat. :P
A także, gdy mi będzie smutno i źle to przypomnę sobię minę Dulbeba, gdy grając w kalambury pokazałam rybę głaszcząc Lunię po twarzy. :-) |
by
Meg
at
22:37
2
comments
Labels: bla-bla-bla, Kraków, women's world
23 lip 2008
Kryzys tfurczy na wszystkich frontach
Wszystkie siły jakie miałam poszły w remont. Te, których nie miałam poszły w pracę. Poziom zen constans. Wszystko, co mogłam odłożyłam na później, realizuję plan minimum. Może nawet mogłabym wziąć urlop, ale mierzi mnie myśl o przygotowywaniach, pakowaniach etcetera. Daję sobie jeszcze ze 2 tygodnie na relaks, a potem zacznę się martwić. Albo i nie zacznę. W sumie to miły stan - nie obchodzi mnie polityka, wydarzeń i tak nie śledzę od lat. Pogoda mi zwisa, to, co muszę robić niezależy od klimatu. Wszelkie sugestie, że może coś bym zbywam pytaniem "po co?". Po co, skoro nie muszę. Po co, skoro nie potrzeba. Po co, jeśli nie czuję takiej potrzeby. |
by
Meg
at
23:14
0
comments
Labels: bla-bla-bla