4 lip 2008

To może coś napiszę?

Akurat dobrze się składa, bo mam trochę żółci do ulania, a w takich kwestiach to nie ma jak blogasek. Jest jeszcze oczywiście Blip, ale ciężko mi się wkurza na zaistniałą sytuacje w 160 znakach.
Rys sytuacyjny jest taki, że próbuję od firmy, której jestem klientem wydębić pismo. Nazwijmy je uzasadnieniem decyzji. Osobą odpowiedzialną za kontakty z klientami jest pani X, natomiast na pismo może odpowiedzieć tylko pan Y. Skądinąd buc. Nieodpowiadający na maile. W rozmowach telefonicznych czepiający się sformułowań i przecinków, a unikający jak ognia meritum sprawy. Człowiek, z którym nawet na telefon trzeba się "umawiać". (Sprytne, bo na maile nie odpowiada, więc jakikolwiek kontakt jest tak jakby nieco utrudniony). Facet ładnie moduluje głos i słodziutko między słowami umieszcza szpile wymierzone w swojego rozmówce. Facet, któremu zwyczajnie się nie chce kiwnąć palcem, w sprawie, która dla wszystkich współpracowników gościa jest oczywista i jasna. Facet, który myśli, że pochlebstwami pod moim adresem mnie zmiękczy i ugładzi.
I wiecie, co? Facet jest moim idolem. Po pierwsze, nie można mu zarzucić, że jest leniwy. Moja sprawa kosztowała go już tyle czasu i energii, że spokojnie dałby radę zrobić to, o co proszę. I to ze trzy razy. Po drugie, zna się na ludziach - wie, że w końcu odpuszcze, bo uznam kłócenie się z głupcem za bezcelowe, zamiast nakablować do szefa Faceta i zrobić ogólną aferę z tego, jak zostałam potraktowana. Po trzecie, nie zna pojęcia kompromis i dogadanie się, chyba że ma do czynienia z silniejszym przeciwnikiem (co wie, bo punkt dwa).
Więc jak będę duża to też chcę tak umieć. A póki co chyba poczytam Erystykę. I zacznę przekonywać samą siebie, że podejście pt "z każdym można się dogadać, a kompromisy są dobre" wygląda fajnie tylko na papierze i w testach osobowości, a nie "w realu".

21 kwi 2008

Kraków, dawna stolica Polaków

Tydzień po Czestnovie zawitałam do Krakowa. Tak się składa, że mamy z Czestnovą podobne wspomnienia z czasów licealnych, chociaż mnie bardziej zapadły w pamięć spacery po ogrodzie botanicznym, nagrzane kamienne płyty Rynku, na których przesiadywałyśmy po zmroku oraz chłód kościołów, freski i Gandalf na witrażu. :-)
Dorosłe wspomnienia z Krakowem już bardziej związane są z ludźmi, a nie zabytkami, zwiedzaniem czy innymi atrakcjami. Różne miejsca, migawki chwil - pozowanie z miotłą w parczku wokół Starówki, długie nocne rozmowy w knajpie, gdzie kelnerka podała nam zapałki na spodeczku, impreza na której towarzyszył nam balonik i czapka z dzwoneczkami.
A najświeższe wspomnienia? Mniej już szaleństw, przebierańców i czasu. Dużo więcej wódki, dobrego jedzenia i spokoju. Poruszanie się utartymi szlakami.
W czwartek o 18 rozpoczęłam w pracy pertraktacje urlopowe. Marzyło mi się piątkowe popołudnie spędzone na włóczeniu się z aparatem po Krakowie. W pewnej książce o niezbyt dobrej reputacji i niskich lotach było o tym, że jak bardzo czegoś pragniesz to cały świat sprzyja Twoim pragnieniom. W osobie mojego szefa świat mi zaczął sprzyjać już po godzinie negocjacji. Inna sprawa, że miałam dobre argumenty. :-) Po 20 wyszłam z pracy, kupiłam bilet, spakowałam plecak i z uśmiechem od ucha do ucha, po 13 godzinach w pociągu wysiadłam w mieście, gdzie akurat tego dnia była wiosna i nie padało. A potem zdjęcia, jedzenie, picie, jedzenie, picie, jedzenie i trzeba było wracać. Lecz zanim to nastąpiło, zniknął gdzieś towarzyszący mi od dwóch tygodni ból głowy, grymas stał się uśmiechem. Wyrwałam się z błędnego koła praca-sen, przez trzy dni nie słyszałam niczyjego marudzenia, ze swoim na czele, za to dużo rozmawiałam i śmiałam się.
Tylko tyle, a zamiast pointy, bo tej nie będzie, myślę o tym, że kiedyś znowu tam pojadę zaczerpnąć oddechu i może wtedy zrobię lepsze zdjęcia. Bo póki co zupełnie nie mam pomysłu jak sfotografować Kraków.

4 kwi 2008

Kolejna fajna gierka

Feed the head

30 mar 2008

Młodość się kończy...

gdy nikt Cię już nie pyta "ostry, łagodny, czosnkowy?"

20 mar 2008

No i po urlopie.

Wróciłam z nart. Było bosko - jak na kolonii tylko bez wychowawców i wolno pić piwo. :-)
Zdjęcia w większej ilości pojawią się na photo-meg pewnie dopiero po świętach.
To tak w telegraficznym skrócie.
A z innej beczki: uważam, że Gracjan Roztocki to albo jakaś akcja marketingowa, albo projekt badawczy. Anyway szacun dla tego, kto to wymyślił.

7 mar 2008

It's urlop time

Nareszcie. :-D
Over and out, wracam szesnastego.

16 lut 2008

Once weekend a time...

Po release'owym tygodniu w pracy, z bardzo nienormowanym jej czasem. Po wieczorach z kursem językowym. Po 8h na uczelni i zgłębianiu zagadnień związanych z analizą opłacalności i ryzyka (skądinąd odkryłam w sobie kolejną pasję - tym razem do liczenia pieniędzy :-) ).Czy byłam zmęczona? Najwidoczniej nie do końca, bo zafundowałam sobie jeszcze narciarski wieczór na Wieżycy. Ok, now, it's official - w końcu padłam. Tak będę leżeć. :-)